Najnowsze Wpisy

xcxzzx Komentarze (0)
22. marca 2009 14:52:00
linkologia.pl spis.pl
Zamrożone myśli...

Przez cały dzień padało. Teraz moja kolej...

Rozsypałam się i znów będę "tracić" dni, by się pozbierać... (Może nie zajmie to tak dużo...)

Zastanawiam się po co są emocje czy uczucia...?

Zamroziło... (choć zimna nie czułam...)

Będę myśleć i myśleć i...

Cholito (21:28)
14 komentarzy

28 sierpnia 2006
Aparat na głowie :P

Rano poszłyśmy kupić zeszyty w kartkę, bo wiadome - promocja. Szkoda że nie było takiego wyboru jak w przypadku tych w linie. ;))) Choć ładnych zeszytów czasem szkoda na dane przedmioty. :P

Po południu, czyli przed 13.00 przyszła Dorota, której pomagałyśmy rozwiązywać zadania. Przygotowuje się do egzaminów, które w przyszłym tygodniu. Trochę nam zeszło, zwłaszcza że i pogadać trzeba było (ale to już bardziej pod koniec spotkania). ;))) A na samym końcu robiłyśmy zdjęcia, a że chciałyśmy być wszystkie, to wymyśliłyśmy, że zrobimy sobie przez lustro (tzn. nasze odbicie; lustro mamy w pokoju). Trzeba jednak było ustawić się i aparat, by z samowyzwalacza pstryknęło się. ;))) Aby więc nie trzymać ręki do góry, postawiłyśmy aparat na głowie Doroty, która stała między nami w środku. :D Miałyśmy z tego powodu wiele śmiechu i trochę potrwało zanim w końcu udało się zrobić zdjęcie, bo trzeba było się uspokoić (i wytrzeć łzy :P), co było trudne. ;))) A poza tym trzeba było uważać, by aparat nie zleciał. :)))

Trochę nas zmobilizował fakt, że muszę iść na autobus, bo umówiłam się z Kimś na wieczór. I tak przyjechałam później niż miałam, a to również z powodu tego, że źle popatrzyłam na rozkład jazdy autobusu - nie sprawdziłam jako wakacje dni robocze. Tak więc musiałam czekać, a zaczęło się robić chłodno (nie wzięłam kurtki i nie chciałam się wracać, by zdążyć na autobus) i rozpadało się - na szczęście miałam parasol. ;))) Choć i tak Ktoś wyszedł po mnie z parasolem, a ja przemoczyłam buty, szybko idąc i skacząc po kałużach, które nie zawsze były widoczne. :P

Jutro Dorota pewnie też przyjdzie... ;)))

Cholito (22:58)
Skomentuj :)

27 sierpnia 2006
"Do kogóż pójdziemy?"

Ktoś jest chory - wczoraj byłam Go odwiedzić. Dziś już lepiej. Dostałam niebieską hortensję - piękna. :)))

Chciałabym, aby moja wiara tak kwitła... ;)))

 

"Gdyby jednak wam się nie podobało służyć Panu, rozstrzygnijcie dziś, komu służyć chcecie..."

Joz 24, 15a

 

Czułam się wcześniej źle przez to, że serce miałam splamione grzechem, zranione. Ich ciężar był zbyt wielki, a to odbijało się na moim nastroju. Nie mogłam tego powstrzymać, a może nie starałam się...? W każdym razie na tamtą chwilę nie potrafiłam (czymkolwiek było to spowodowane). A teraz tak trochę dziwnie, bo jednak może być dobrze, mimo że u spowiedzi jeszcze nie byłam. Oczywiście nie jest tak jak powinno być, bo łaska uświęcająca jest potrzebna - wtedy będzie naprawdę dobrze i pięknie. ;))) Ale może sama świadomość tego, że mam zamiar skorzystać z sakramentu pokuty i przygotowuję się do tego, jest dla mnie pomocna. Bo to naprawdę miłe i podtrzymujące na duchu, gdy czuje się, że mimo wielu cierpień czy błędów można znaleźć ukojenie i przebaczenie u Boga... :)))

Decyzja każdego dnia należy do nas...

 

"Dalecy jesteśmy od tego, abyśmy mieli opuścić Pana, a służyć cudzym bogom.

My również chcemy służyć Panu, bo On jest naszym Bogiem."

Joz 24, 16b.18b

Cholito (20:53)
4 komentarze

26 sierpnia 2006
Ważny Dzień

Ważny Dzień, tak jak i ważny wybór.

Najmłodsza z nas poszła swoją drogą...

 

[Bo taki dzień jest tylko raz w roku, a nawet w życiu - 26 VIII 2006 ;)))]

Cholito (22:28)
4 komentarze

25 sierpnia 2006
Wieści z stamtąd i stąd... ;)))

Mimo wszystko dodałam zaległą notkę (bo nie chciałam kasować ani zmieniać pod teraźniejszą treść), która została napisana jeszcze przed wyjazdem, a jednak nie wyświetliło jej do tego czasu. Tym samym muszę i napisać coś więcej, by nie poprzestać na tym, co było wtedy...

...A jeszcze tego samego dnia zjawił się Ktoś niespodziewanie - wcześniej jeszcze zadzwonił, by się upewnić czy wróciłam z zakupów. Choć i tak nie pomyślałam, że wówczas zaglądnie, tylko położyłam się, pogrążając się w niezbyt wesołych myślach. Bo na mnie tego typu sytuacje zwykle wywierają taki (pesymistyczny) wpływ...

Ale przyszedł i spędził ze mną całe popołudnie i wieczór. Przede wszystkim jednak pomógł mi podjąć decyzję odnośnie wyjazdu i jak widać po braku notek: pojechałam. Mimo że potem nie czułam się najlepiej i myślałam, że za karę powinnam tu (w Rzeszowie) zostać! Wypłakałam się jeszcze, by nie wieźć ze sobą łez, a później doszłam do wniosku, że chyba nie było powodu do płaczu. Ale cisza mnie "zabiła" (a może raczej "rozbiła")...

 

W czasie jazdy na wieś dogonili nas znajomi taty, którzy znów mieli pomagać przy robocie. Właściwie myślałam, że będą przed nami... Byli tylko do soboty po południu i skończyli robić drugi pokój, a także przybili płyty na sufit w sieni. Po kolacji w piątek oglądaliśmy razem mecz siatkówki kobiet Polska - Dominikana. Niestety przegrały (1:3). Podobała mi się jednak postawa pana, który miał optymistyczne nastawienie i liczył na wygraną. Nie lubię jak ktoś widzi tylko negatywne strony i krytykuje... :P

Z kolei w sobotnią noc mieliśmy inne zajęcie. Mianowicie odbyło się ostateczne starcie z szerszeniami (nie oko w oko - na szczęście :P). Wprawdzie najpierw tata przysnął, bo uważał, że jeszcze za wcześnie (latarnie się świeciły). Dopiero po północy wstał i przystąpił do akcji. Od zewnątrz przez otwór zaczął psikać im środkiem w aerozolu. Trochę im tego tam "nalał", a potem wrócił do domu, by i tu kontrolować sytuację. W środku wrzało - jak gdyby woda się gotowała na herbatę. Było trochę strachu, że tu jakieś wejście do domu mają i mogą dostać się do nas - w razie czego mieliśmy uciekać. Razem z siostrą zaczęłyśmy nawet chować nasze rzeczy do plecaka i torby, żeby przypadkiem nie mieć potem ich z szerszeniami, a może zabrać i ze sobą. Na chwilę zaświeciliśmy u nas w pokoju, by widzieć bombowce, gdyby nadleciały. :P Wtedy jeden z nich zaczął się dobijać z pola, więc zgasiliśmy z powrotem i została latarka. Okazało się jednak że w sieni też jest szpara. Wprawdzie płyty były przybite, ale akurat ten róg się ułamał. Zatem tata i tam musiał popsikać, a potem i zakleił otwór. W końcu wszystko ucichło... My poszłyśmy spać do pokoju razem z rodzicami (o 1.30). A rano mama znalazła kilku niedobitków przed gankiem.

I do końca naszego pobytu mieliśmy już spokój z tymi owadami. Sąsiedzi też zaraz zauważyli, że nic koło naszego domu nie lata (tak się zastanawiam czy oni codziennie obserwowali przez lornetkę nasz dom? :P). Tak więc mogli pootwierać swoje okna. ;))) A my wieczorem zaczęliśmy snuć pomysły, jak można byłoby ich postraszyć. :P Ale to tylko tak dla śmiechu... :D A swoją drogą, że jak wiatraczek był włączony, to swym odgłosem pracowania przypominał bzyczenie szerszeni tak, że na początku zastanawiałyśmy się czy to nie one... ;)))

Poza tym dni mijały podobnie jak poprzednio, jeśli chodzi o czynności - doszły tylko krzyżówki.

Gdy już 2 pokoje były pomalowane, ostatniego dnia wieczorem nosiliśmy meble z powrotem do domu, a po kolacji umeblowałyśmy nasz pokój, gdzie doszło kilka mebli z małego pokoju, ale np. zrezygnowaliśmy z naszego łóżka, bo i tak wszyscy już nie jeżdżą na wieś, więc nie musi być aż tyle. A w razie czego jest wystarczająca ilość. ;)))

W drodze do Rzeszowa, czyli w czwartek przed południem, w Domaradzu po drodze zgarnęliśmy sąsiada (z klatki) ze swą dziewczyną, którzy łapali "stopa". Nie zdążyli na autobus. Zauważyły ich mama i siostra, więc zawróciliśmy i wzięliśmy ze sobą. ;)))

 

Myśli we mnie już trochę inne... Trochę negatywnych rzeczy ostatnio na mnie oddziaływało, choć niby drobnych i nie często się w sumie zdarzających, a jednak bolało. Mimo że (zwykle) nie dotyczyły bezpośrednio mnie. Zabrakło sił - tu już tylko miejsce dla/na Boga...

Odbiło się na mnie, a także i na Kimś, który musiał wczoraj ze mną "użerać się" - tzn. chciał. ;))) Wytrzymał to jakoś marudzenie i mój nastrój, które zresztą przytwierdziło nasze wcześniejsze niedogadanie w sprawie telefonu po moim powrocie.

 

Dziś już lepiej - jestem bardziej spokojna. :))) Wczoraj trochę z siebie wyrzuciłam, część tu. A wszystko Bogu trzeba oddać. On przez ostatni czas potrafił doskonale zabierać myśli, zsyłając sen... ;)))

U nas podwieczorek rodzinny. A do siostry przyjechała przyjaciółka, która zostaje na noc.

 

PS: Przypomniałam sobie, że nie napisałam o wszystkim, więc dopisałam. Jest to napisane jaśniejszym kolorem, by było wiadome, co wczoraj zapomniałam. ;))) Choć w sumie tylko 2 osoby zdążyły już to przeczytać.

Cholito (21:56)
4 komentarze

17 sierpnia 2006
Tu czy tam...?

Dziś rano pojechałam na zakupy za zgodą siostry, bo i jej miałam coś kupić, tzn. to samo, co i sobie. ;))) (Tyle tych sms-ów wysyłamy lub w ostateczności dzwonimy...) W międzyczasie druga siostra wysłała mi sms-a, że Ktoś czeka pod klatką na mnie. Trzeba było więc się spieszyć do domu... W drodze powrotnej, a raczej pod koniec jej, spotkałam kolegę z siatki. :))) A pod klatką nikogo nie było... Dzwoniłam do Jego domu, myśląc, że może już wrócił do siebie, ale tata odebrał. Tam na Niego i tak czeka robota...

Może i lepiej, że Go nie było...

Teraz mam problem czy wracać na wieś jutro czy nie... O ile z decyzją o przyjeździe nie było wielkiego kłopotu, jak mogłoby się zdawać, tak teraz nie wiem co robić. A dziś muszę się zdecydować...

Tam mam spokój, a tu Kogoś...

Cholito (12:54)
2 komentarze

16 sierpnia 2006
Wieści ze wsi... :)))

Wróciłam wczoraj razem z tatą do Rzeszowa. Po drodze stała policja, o której wiedzieliśmy. :P A poza tym po wyjechaniu na trasę główną na horyzoncie pojawiła się tęcza. :))) Właściwie tylko jej fragment był widoczny. U siebie nie widziałyśmy, mimo że wczoraj na zmianę padało i wychodziło słońce.

Wróciłam ze wzg. na Kogoś, choć nie jest do końca tak, jak by się wydawało. Tzn. przyszość nie  jest jeszcze jasna. A może z(a)decydowana... ;))) Uświadomiłam sobie w poniedziałek, że przecież mogę też pojechać, gdy tata będzie wracać (od dziś układanie podziału godzin w szkole), więc z wielkim poparciem Czyimś przyjechałam. W piątek na weekend tata wybiera się tam z powrotem - może ja też. Taki mam plan, ale jeszcze się okaże. ;)))

Tymczasem w Sulistrowej malowanie pokoju. Tylko jednego, bo jest już gotowy, a drugi nieskończony. Panowie, którzy mieli przyjechać na tydzień, byli praktycznie tylko 2 dni (tak wyszło). I tak trzeba się cieszyć z tego co zrobili (2 pokoje obite płytami i pogipsarowane :P), choć gdyby byli dłużej, pewnie więcej byloby zrobione. ;)))

Zaraz po przyjeździe zabrali się do roboty. My musiałyśmy im kupić "napój" i tak oto po raz pierwszy poszłyśmy po piwo (od razu 10 butelek). U nas nikt nie pije alkoholu, więc takich zakupów nigdy nie dokonywałyśmy, więc śmiać się nam chciało. :P Ale w sumie sierpień powinien być miesiącem trzeźwości...

Poza tym był grill w czwartek - pogoda dopisała. Tzn. właściwie chyba każdego dnia było słońce, ale zwykle i wiatr (czasem zimny), tak że zdarzało się, że siedziałyśmy w domu (nie cały dzień). I obiady jedliśmy na polu, tj. pod pawilonem przy stoliku. A co do grilla, to trzeba go było najpierw odczyścić, bo dawno nie był używany. Tata za dużo kiełbas porobił, więc trzeba było pomóc je zjeść. ;)))

Głównie czas spędzałam na czytaniu lub rozmyślaniu, tudzież leżeniu (zwłaszcza po obiedzie) i oglądaniu chmur. :))) Z siostrą odkrywałyśmy w nich znajome kształty, począwszy od typowych smoków, twarzy do np. muminka i ślimaka w skorupie żółwiej. ;))) Siedziałyśmy na leżakach lub huśtawce bądź też pod dachem - w "niby garażu" (bo nieskończony), gdzie były wyniesione meble, w tym fotele i krzesła. :P

W niedzielę byłyśmy u koleżanki z roku, która mieszka niedaleko stamtąd - w Równe. Po południu spotkałyśmy się i spędziłyśmy miło i wesoło wieczór. :)))

Poza tym w Sulistrowej mamy towarzystwo szerszeni, które gnieżdżą się gdzieś pod sufitem domu, włażąc przez belkę. Akurat od tej strony, gdzie jest mały pokój, w którym spałam z siostrą (teraz moje miejsce zajmuje mama). Ostatniej nocy wpadł do nas szerszeń, mimo że okno na noc zamykamy oczywiście (a one do nas się dobijają :P), bo za dnia to spokojnie przelatują obok. Latał koło sufitu, potem spadł na dół, ale siostra nie zdążyła go zabić klapkiem i poleciał na górę. Znalazł miejsce przy żarówce, skąd się nie ruszał, więc poszłyśmy spać, zakrywając się po uszy śpiworem. ;))) Nad ranem, tj. przed 5.00 siostrę obudziło bzyczenie. Bombowiec (określenie szerszenia :P) przedostał się do okna, więc mu je siostra otworzyła i wypuściła go. :)))

Jak doniosła mi siostra w MMSie (swoją drogą z sms-ami bywa różnie i czasem z opóźnieniem dochodzą przez brak zasięgu), tej nocy również zawitał szerszeń, ale tym razem został zabity klapkiem mamy. :P Rodzice kupili środki przeciw nim, ale jeszcze nie zostały użyte. Jest obawa, by nie wpadły nam do domu. Ale bombowców bardziej boją się sąsiedzi - podobno one gospodarzy nie gryzą. ;))) Choć nie można być pewnym...

Po wsi chodzi też gość o "ciekawej" przeszłości po papierosy albo pieniądze na nie. Alkohol też mu smakuje. U nas był 2 razy (bezskutecznie, bo nikt nie pali), potem był spokój 2 dni (podobno wypłata w Chorkówce, więc zakupy były) i za trzecim razem tata mu powiedział, by nie zawracał głowy, skoro się nie znamy. Swoją drogą że ukradł komuś buty i sprzęt wędkarski, czym policja powiadomiona o tym za bardzo się nie przejęła... Robili na niego zasadzkę... A do Sulistrowej sprowadziła go kobieta, która była na odwyku i tam go poznała.

Pozostaje mi tymczasowo smak wakacji: nasze czarne porzeczki i śliwki - pyszne! :)))

 

"Bądźcie więc naśladowcami Boga, jako dzieci umiłowane, i postępujcie drogą miłości, bo i Chrystus was umiłował i samego siebie wydał za nas w ofierze i dani na woń miłą Bogu."

Ef 5, 1-2

Cholito (15:27)
16 komentarzy

07 sierpnia 2006
Przede mną droga...

"Mój Mistrzu"

 

On szedł w spiekocie dnia i szarym pyle dróg,

A idąc, uczył kochać i przebaczać.

On z celnikami jadł, On nie znał, kto to wróg,

Pochylał się nad tymi, którzy płaczą.

 

Mój Mistrzu, przede mną droga, którą przebyć muszę tak, jak Ty.

Mój Mistrzu, wokoło ludzie, których kochać trzeba, tak jak Ty.

Mój Mistrzu, niełatwo cudzy ciężar wziąć w ramiona, tak jak Ty.

Mój Mistrzu, poniosę wszystko, jeśli będziesz ze mną zawsze Ty.

 

Idziemy w skwarze dnia i w szarym pyle dróg,

A On nas uczy kochać i przebaczać.

I z celnikami siąść, zapomnieć, kto to wróg,

Pochylać się nad tymi, którzy płaczą.

Cholito (11:09)
27 komentarzy

06 sierpnia 2006
Czas na piknik! :)))

Wstałam dziś o 7.00; alarm komórki nie obudził siostry, bo wcześniej sama się obudziłam i go wyłączyłam. ;))) Zjadłam śniadanie, wyszłam z psem, bo byłam już ubrana, a potem na 8.30 do kościoła. Zwykle chodzę na 12.00, ale dziś niedziela była inaczej zaplanowana... ;)))

A mianowicie razem z Kimś, Jego siostrą i tatą wybrałam się na piknik. :))) Przyjechali po mnie o 11.00, a wcześniej zastanawiałam się co ubrać, bo bluzka nie pasowała do spódnicy lub na odwrót albo też ogólnie strój nie pasował na tą "okazję". W końcu jednak znalazłam odpowiedni strój - w stylu country jak to mama określiła. ;))) A dziś tak trochę chłodno, bo wiatr, ale w słońcu przyjemnie i ciepło. Jednak gdy wyjeżdżaliśmy było pochmurno, więc szybko przebrałam się na spodnie. :P W czasie drogi popadało, ale przez resztę dnia było słonecznie (od czasu do czasu słonko znikało za chmurami).

Byliśmy w Arboretum w Bolestraszycach (ogród botaniczny), gdzie pospacerowaliśmy, pooglądaliśmy florę (i wypchane ptactwo), a także porobiliśmy zdjęcia - mówiąc krótko: miło spedziliśmy czas. ;))) Potem udaliśmy się do Przemyśla na lody i rozdzieliliśmy się. Po spotkaniu na nowo razem przeszliśmy się jeszcze bulwarami nad Sanem. :))) Kiedyś byłam już w Przemyślu na wycieczce klasowej w podstawówce i LO. Ogólnie co widoczne, to to, że jest tam brudno...

Następnie udaliśmy z powrotem do domu... Tzn. pojechaliśmy do mieszkania Jego rodziny w centrum, gdzie zjedliśmy pyszne naleśniki z serem i cynamonem. :))) Z wyprawy też został mi kamień, który dostałam od taty Kogoś. ;)))

Znalazłam stronkę Bolestraszyc, gdzie można dowiedzieć się więcej o tym miejscu i co tam można obejrzeć: http://www.bolestraszyce.com/ :)))

Cholito (21:52)
3 komentarze

05 sierpnia 2006
O czasie i książkach... ;)))

Dołączyłam do programu partnerskiego Tolle - tak czy siak muszę i tu o tym wspomnieć. :P Aby dobrze promować czytanie, trzeba temu poświęcić trochę uwagi i pracy, więc staram się robić coś w tym kierunku. Przede wszystkim myślę o osobach, które lubią czytać, więc które może to ineteresować. Oczywiście trzeba mieć czas na czytanie, ale na wakacjach nie powinno go brakować. ;))) Sama zabrałam się teraz za coś "normalnego", czyli "Trzej muszkieterowie" A.Dumasa (było najbliżej pod ręką :P), co powinno mi wystarczyć na 2 tygodnie. Mam na myśli ten czas, który spędzę na wsi - jedziemy w poniedziałek; auto naprawione. :))) Dlatego też wiele mi nie zostało dni, by poświęcić je na promowanie czytelnictwa, co uważam za dobry cel. ;))) I potrzebny podjęcia we współczesnym świecie... A w Tolle można znaleźć naprawdę inetersujące i wartościowe książki (na dodatek tańsze). Razem z siostrą mamy kilka na oku, ale za kupno weźmiemy się po powrocie na spokojnie. :))) I taka praca nie przyniesie do razu zysków, ale to mi się podoba, bo - jak widzę - będzie mogła mnie nauczyć cierpliwości, pokory. Potrzeba starań, chęci i energii, by się nie poddać i zrezygnować. Dopiero po zdecydowaniu się na to, uświadomiłam sobie co tu jest tak naprawdę ważne i co może być owocne. :)))

Cholito (22:43)
8 komentarzy

03 sierpnia 2006
Zrozumieliście...?

Taki kolejny wakacyjny dzień podobny do wcześniejszych spędzanych w domu: siedzenie i rozmyślanie, czytanie Pisma Świętego i pisanie, spacery z psem, rozmowa telefoniczna (spotkanie jutro - wypada co drugi dzień :P), oglądanie seriali i siedzenie tu - przy kompie, uczestnictwo we Mszy (Pierwszoczwartkowej) i modlitwach... :)))

Jak już wspominałam, tematem rekolekcji w Krościenku były przypowieści, co stanowi też treść Ewangelii ostatnich dni. Jeszcze pewnie nie raz warto się zatrzymać przy tym, co mówi nam Jezus. Tymczasem On, kończąc swe nauczanie w przpowieściach, pyta:

"Zrozumieliście to wszystko?"

Mt 13, 51

Cholito (21:25)
6 komentarzy

02 sierpnia 2006
Podróże małe i duże ;)))

Po południu przyszła Dorota i wymieniłyśmy się wrażeniami po minionym tygodniu, który my spędziłyśmy na w Krościenku, a ona w Szkocji. ;))) Przyniosła nam kartkę, bo zanim by doszła stamtąd... Nasze zresztą z RAMu dopiero w tym tygodniu podochodziły... :P I poza tym Dorota jak zwykle zabiegana, bo jeszcze kilka osób musi odwiedzić, a poza tym pakuje się, bo wybiera się z rodziną na pielgrzymkę. Zresztą dużo znajomych osób idzie... A my ani razu nie byłyśmy.

Siostra pojechała dziś rano do Czernej na rekolekcje. W sumie jak byśmy chciały, to też mogłyśmy, ale szkoda nam było pieniędzy trochę. Poza tym w sumie niedawno zakończyły się jedne dla nas, może więc warto na nich się zatrzymać, co też staram się czynić. ;))) Niektóre rzeczy szybko nam umykają nim zdążymy się zastanowić lub cokolwiek zmienić...

A wieczorem przyszedł Ktoś i byłam w kościele. Potem jeszcze zapewniony spacer z psem, bo po wyjeździe, to tylko ja zostałam (i pewnie mama rano :P).

I staram się nie utracić sensu (w) codzienności dnia... ;)))

Poza tym o.Marek wyjechał na miesiąc do Chicago, więc dopiero we wrześniu będziemy się mogły z nim zobaczyć... :)))

I może w poniedziałek pojedziemy na wieś na tydzień, gdzie będzie w domku remont. Jednak to zależy od tego czy auto będzie naprawione, bo jeśli nie, to tylko rodzice pojadą, a dla nas już miejsca nie starczy i trzeba będzie zostać. Oprócz nich mają jechać znajomi taty do pomocy. A jeśli sprawa samochodu nie będzie stanowić przeszkody, to pojedziemy i my, bo możemy się przydać im. ;)))

Cholito (22:15)
6 komentarzy

01 sierpnia 2006
Po zastoju... ;)))

I zaczął się nowy miesiąc, a wraz z nim i ja ruszyłam się z miejsca... (choćby powoli) Tzn. tak się przymierzałam, ale nie wiedziałam za co się zabrać. Czasem następuje taki zastój, gdy nie wiadomo co robić. Poza tym nie miałam nastroju... I dlatego też nie kwapiłam się, by cokolwiek tu napisać. ;)))

Wszystko się jakoś poukładało (przede wszystkim we mnie), uspokoiło i wyciszyło. Trzeba umieć zapominać o swoich błędach, żeby się nie męczyć (ani innych). Choć czasem na złość chce się przy tym tkwić i upierać. :P Tak to już widać jest... Byle się nie zagubić i za daleko nie oddalić... ;)))

Dziś doczekałam się telefonu od Kogoś, a czekałam już cały dzień. ;))) Wczoraj się widzieliśmy... :))) Idzie do przodu, a ja uczę się wciąż tej kolei rzeczy. Ważne, by być...! I z tego trzeba się cieszyć: że się ma siebie nawzajem. :)))

Mamy też już część zdjęć z Krościenka - wczoraj dałyśmy i odebrałyśmy 1 film. :))) Na resztę trzeba będzie poczekać, bo trzeba drugi film wypstrykać do końca, a jeszcze trochę zostało...

Tak w ogóle co do turnusu, to program był praktycznie taki sam, jeśli chodzi o plany dni, ale ludzie inni i temat rekolekcji - Przypowieści. Choć spotkałyśmy znajomych z poprzednich turnusów RAMu, więc była trochę "mieszanka". ;))) Wszystkiego nie da się opisać i nawet nie chcę, więc pozostaje to we wspomnieniach (i trochę na papierze). :)))

 

"Jeden jest Bóg i Ojciec wszystkich, który [jest i działa] ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich."

bobmertol : :

Archiwum

Kalendarz

pn wt sr cz pt so nd
2324252627281
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
303112345

Ksiega gości

Księga gości

Kategorie postow

Brak kategorii

arvenka-13 | b-edytka-p | mastera | ilmb | madry-ptok | Mailing